
Odtwarzacz wideo: Dzień świra
Ostatnia aktualizacja linków:45 minut temu

Poranek Adasia Miauczyńskiego zaczyna się tak, jakby ktoś zamknął człowieka w ciasnym pokoju własnych natręctw i jeszcze podkręcił głośność sąsiadom. Nauczyciel języka polskiego, rozwiedziony inteligent, mężczyzna po pięćdziesiątce, próbuje przeżyć jeden zwyczajny dzień. Tyle że u Marka Koterskiego zwyczajność nigdy nie jest niewinna. Modlitwy, liczenie, poprawianie, przekleństwa, pretensje do matki, syna, byłej żony, polityków, plażowiczów i całego narodu składają się na portret człowieka, który chciałby ciszy, a wszędzie słyszy zgrzyt. Adaś nie tyle idzie przez dzień, ile potyka się o każdy jego element. Tramwaj, mieszkanie, szkoła, obiad u matki, wyprawa nad morze – wszystko urasta do rozmiarów małej katastrofy. „Dzień świra” ma konstrukcję niemal rytualną, opartą na powtórzeniach i językowych zaklęciach, jakby bohater próbował ujarzmić świat za pomocą formuł, które dawno przestały działać. Za groteską siedzi jednak samotność. Bardzo polska, bardzo głośna, a przy tym boleśnie prywatna. Adaś walczy ze wszystkimi, ale najdłużej i najokrutniej z samym sobą. Koterski nie potrzebuje wielkiej intrygi, bo największym wydarzeniem jest tutaj sama świadomość bohatera. Każda myśl Adasia natychmiast staje się oskarżeniem, lamentem albo komicznym dowodem na to, że spokój bywa nieosiągalny. Zwyczajny dzień okazuje się pełnowymiarową bitwą o oddech.








































































